2014-11-24 06:30:00

Guru nurków: jak przeżyć 300 metrów pod wodą

1/5
Im głębiej pod wodą, tym mniej widać. Kiedy oddychasz mieszanką gazów z dodatkiem helu, zaczynasz się cały trząść
fot: materiały prasowe wydawnictwa MayFly

- Kiedy nurkujesz na głębokość trzystu metrów, dostajesz takich drgawek, że ledwo możesz się poruszać. Dokoła jest ciemno, czujesz się samotnie. Nie jesteś wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie - przyznaje Nuno Gomes, do którego przez prawie dekadę należał rekord świata w głębokim nurkowaniu. Jako drugi człowiek w historii pokonał magiczną barierę 300 metrów, a w 2005 roku zanurzył się na rekordowe wówczas 318,25 metra. Dziewięć lat wcześniej ustanowił też rekord w nurkowaniu w jaskiniach, którego nikt nie jest w stanie pobić do dzisiaj. W rozmowie z MenStream.pl Nuno, który właśnie wydał autobiografię Poza Błękitem, tłumaczy, po co ryzykuje życiem dla chwil spędzonych pod wodą, dlaczego śmierć jednego nurka może się przydać innym i co sprawia, że tak trudno jest pobić jego osiągnięcia.

MenStream.pl: Słyszałeś o prawie Martini?

Nuno Gomes: Pewnie. Ta niepisana zasada mówi, że kiedy pod wodą pokonujesz każde dziesięć metrów głębokości, twoje ciało reaguje tak, jak byś właśnie wypił lampkę Martini. Czyli na sześćdziesięciu metrach czujesz się jak po sześciu lampkach, a powyżej stu - jak byś był już dobrze podpity. W rzeczywistości każdy nurek reaguje inaczej i ja mam z tym trochę mniejszy problem. Przy sześćdziesięciu metrach czuję się najwyżej jak po trzech lampkach (śmiech). Poza tym to uczucie porównałbym bardziej do działania głupiego Jasia przed operacją niż do stanu po spożyciu.

Kiedy nurkujesz naprawdę głęboko, musisz mieć w takim razie niezły ubaw.

Taka euforia byłaby zbyt niebezpieczna, bo można przecenić swoje możliwości, przeszarżować i zginąć. Dlatego dla przystopowywania tego efektu do butli, z którą się nurkuje, trzeba dodać hel. Jednak coś za coś, bo kiedy przekraczasz głębokość 130, 140 metrów, dostajesz przez ten hel drgawek, których w żaden sposób nie możesz opanować. Coś jak nagła choroba Parkinsona. W końcu, gdy schodzisz w okolice trzystu metrów, są one tak mocne, że z trudem się poruszasz.

Co ciekawego jest na 318 metrach pod wodą?

Niewiele. Dookoła jest ciemno, czujesz się samotnie. Życia morskiego też nie uświadczysz, bo albo jest znacznie wyżej, albo gdzieś przy dnie. W morzu, na którym ustanawiałem rekord, miałem do niego jakieś tysiąc dwieście metrów.

Zobacz, jak Nuno Gomes nurkuje na głębokość 318 metrów (zwiastun filmu dokumentalnego Poza Błękitem):

Potrzebowałeś tylko kwadransa, żeby dotrzeć tak głęboko. Za to wynurzałeś się przez dwanaście godzin, zatrzymując się co jakiś czas na przystankach dekompresyjnych. Podobno ucinałeś sobie wtedy drzemki.

Starałem się wyłączyć mózg i zrelaksować, ale nie przysypiałem. W wodzie nie można tego robić. Cały czas trzeba być trzeźwym i gotowym do reakcji. Przystanki dekompresyjne są koniecznością. Kiedy wracasz na powierzchnię, musisz na odpowiednich głębokościach zatrzymać się i pozwolić ciału przywyknąć do mniejszego ciśnienia. Inaczej tlen oddzieli się z krwi, a od tego można umrzeć.

Nie wygląda to na dobrą zabawę.

(śmiech) Nie powiem, że tkwiąc na głębokości 318 metrów byłem szczęśliwym człowiekiem. Na szali było moje życie.

Bałeś się śmierci?

Oczywiście nikt nie chce umrzeć, ale w nurkowaniu nie ma miejsca na strach, bo to zbyt silne uczucie, które na domiar złego może przerodzić się w panikę. Za to niepokój czuję niemal zawsze. Nurkując wchodzisz w totalnie obce środowisko i nie masz pojęcia, co tam jest. Niepokój pozwala ci zachować czujność.

Na następnej stronie czytaj, dlaczego dla nurkowania warto zaryzykować życie

rozmawiał Tomasz Sąsiada

rozmawiał Tomasz Sąsiada | 24.11.2014

Udostępnij

Najnowsze galerie