rozmawiał Bartosz Wawryszuk | 9.06.2014

"Mecze Polaków to znakomity środek na sen"

Andrzej Iwan nie żałuje, że Polacy nie zagrają na mundialu w Brazylii. "Mecze naszej kadry są dobre na sen"
[fot: AGENCJA SE/EAST NEWS]

Musimy jeszcze poczekać ze dwa mundiale, może nawet nieco dłużej, zanim reprezentacja Polski będzie miała odpowiedni poziom, by grać w piłkarskich mistrzostwach świata. - Nasza piłka od lat oparta jest na grze z kontry. Ostatnią drużyną, która potrafiła grać atak pozycyjny, była ekipa Kazimierza Górskiego - twierdzi Andrzej Iwan, były napastnik polskiej reprezentacji i wieloletni piłkarz Wisły Kraków. W rozmowie z MenStream.pl przekonuje też, że nie ma nic niezwykłego w tym, że Robert Lewandowski w meczach kadry wypada bladziej niż w klubowych. - Z Messim jest podobnie, choć to najlepszy piłkarz świata ostatnich lat.

MenStream.pl: Za kilka dni w Brazylii zaczną się piłkarskie mistrzostwa świata. Będzie to już drugi mundial bez udziału Polaków. Nie smutno Panu, że biało-czerwoni nie pojawią się na brazylijskich boiskach?

Andrzej Iwan, były piłkarz i reprezentant Polski: Nie, bo nie mielibyśmy się z czym pokazać. Udział Polaków to by było takie trochę zafałszowanie tego, czym naprawdę dysponujemy. Myślę, że musimy jeszcze poczekać ze dwa mundiale, może nawet nieco dłużej, zanim reprezentacja będzie miała odpowiedni poziom.

To strasznie długo. Kibice wytrzymają tyle czasu?

Kibice są cierpliwi. Te lata, które minęły od transformacji i które sprawiły, że świat nam uciekł. Mam jednak nadzieje, że go dogonimy i nie będziemy już zupełnie w ogonie, ale gdzieś w środku stawki.

A ogląda Pan jeszcze występy naszej kadry narodowej?

Powiem Panu tak - oglądam przede wszystkim mecze ligi angielskiej, która jest absolutnie najlepsza na świecie i najlepiej pokazywana, i na której nie zasnę. Natomiast zdarza mi się, że oglądam mecze polskiej reprezentacji i jest to znakomity środek nasenny.

Tak naprawdę jednak śledzę występy naszej kadry, bo kibicuję selekcjonerowi - Adamowi Nawałce, jako przyjacielowi i człowiekowi, do którego nadal mam zaufanie. Uważam, że on jest w stanie cokolwiek ruszyć. Niestety na razie wyniki, sposób gry, pewne ruchy w reprezentacji pokazują coś innego. Mimo tego cały czas sercem jestem za Adamem i wierzę, że będzie tym, który nas doprowadzi kiedyś do finału mistrzostw.

Kibice często zastanawiają się, jak to jest, że mamy takich świetnych graczy, jak na przykład Robert Lewandowski, który w Bundeslidze strzela mnóstwo bramek, błyszczy na boisku, a kiedy gra w reprezentacji, to jakoś nie idzie mu tak dobrze. W czym tkwi problem?

Nie każdy jest Lewandowskim, nie każdy potrafi robić postępy takie jak on, bo jest to znakomity piłkarz.

Czyli to jest talent, który zdarza się raz na milion?

Jeśli chodzi o masowość piłki nożnej, to można tak powiedzieć. Ważna jest jednak inna sprawa - reprezentacja musiałaby grać tak jak Borussia Dortmund, żeby on mógł swoje umiejętności wykazać.

Robertowi brakuje wsparcia w drużynie narodowej?

Moim zdaniem zdecydowanie. Poza tym nasza piłka, nasza kadra od lat - i to jeszcze 70. i 80. - oparta jest na grze z kontry. Potrafimy to robić znakomicie, ale kiedy trzeba dyktować warunki na boisku, to już nie jesteśmy tacy dobrzy. Ostatnią drużyną, która potrafiła grać atak pozycyjny, była ekipa Kazimierza Górskiego. I to jest potrzebne Robertowi - on musi być zasilany wieloma podaniami. To jest chłopak, który potrafi się cofnąć w głąb, zagrać od tyłu, ale reprezentacja to nie jest klub, w którym co tydzień jest możliwość wykazania się. I tu jest problem.

 

Każdy liczy na tego Lewandowskiego i myśli, że on zbawi naszą reprezentację, ale jeśli on nie będzie miał odpowiednich partnerów, to nie ma szans.

 

W pojedynkę przeciwników nie pokona.

Podam Panu prosty przykład - Leo Messi - od lat błyszczy w Barcelonie. A niech mi Pan powie, jakie ma osiągnięcia w reprezentacji Argentyny? Nie ma. W Barcelonie on jest na co dzień, jest tym, pod kogo układany jest zespół. Możliwe, że z Robertem było podobnie w Dortmundzie. Dlatego gra w klubie i w reprezentacji to jest coś zupełnie innego.

Messi jako najlepszy piłkarz świata w ostatnich latach też nie pokazał swoich atutów w reprezentacji. Jakoś mu to jednak uchodzi. My za to jesteśmy krajem najlepszych krytyków i Robert ma przeje...e.

Zgodnie z tym powiedzeniem, że u nas wszyscy się na piłce świetnie znają.

Dokładnie - jeszcze polityka i służba zdrowia.

Wspomniał Pan o sposobie gry Polaków - bardziej defensywnym - to, że uprawiamy taki futbol to wina szkoleniowców, trenerów, którzy nie potrafią obudzić w piłkarzach bardziej ofensywnego ducha na boisku?

Adam Nawałka, obecny trener kadry, gdy pracował w klubie, był jednym z nielicznych trenerów, który próbował wprowadzać taki styl. Jest jeden problem - z kadrą nie ma tyle czasu, co w klubie. Teraz to już nie są te czasy, jak wtedy, gdy Piechniczek nas prowadził i mógł z nami dwa tygodnie trenować, czy nawet miesiąc, bo kadra zwykle miała dwa zgrupowania regularnie. Teraz są trzy dni i to jest kłopot.


Sztab szkoleniowy Wisły Ktaków podczas meczu w 2001 r. (od lewej): Andrzej Iwan, Adam Nawałka oraz Dariusz Wojtowicz. Fot. WACLAW KLAG/REPORTER

Rozgrywki ligowe angażują obecnie zawodników na tyle mocno, że odbija się to na przygotowaniu kadry?

Niech Pan popatrzy na przykład na Anglię, która ma w piłce nożnej mocarstwowe ambicje, ale tak naprawdę o rozgrywkach w tym kraju decydują obcokrajowcy. Teraz proszę sobie zestawić ligę angielską z naszą. To jest inny sport. Dlatego nie jest łatwo być selekcjonerem, trenerem, bo brakuje czasu na to, żeby przełożyć swoją wizję i koncepcję na grę drużyny. Próbujemy szukać talentów u siebie, ale nasza liga nie jest wykładnikiem potencjału piłkarzy. Bo dobry, nawet nie znakomity, piłkarz będzie kiwał tę ligę jedną nogą.

Dlatego selekcjoner ma problem, bo mamy zastój jeśli chodzi o napływ młodych zawodników.

A jeśli się już pojawią, to szybko uciekają do klubów zagranicznych, gdzie mają lepsze warunki.

No taka jest sytuacja ekonomiczna i to mnie przeraża. Jest duża liczba menadżerów piłkarskich, ale w zasadzie to słowo menadżer należałoby wziąć w cudzysłów. Taki człowiek powinien się opiekować piłkarzem od a do z, czyli zapewnić mu warunki gry, zabezpieczenie na przyszłość. A w Polsce menadżerowie stają się aktywni dopiero, kiedy zaczyna się okres transferowy. I na przykład faceci, którzy przez dwa lata z piłkarzem nie mają nic wspólnego, w pewnym momencie decydują o jego losie.

Kluby angielskie, włoskie, hiszpańskie stać na to, żeby zapłacić na przykład 100 tys. euro za piłkarza i nie przegapić w ten sposób okazji. Kupią zawodnika, bo a nóż okaże się wielkim graczem, a jeśli nie - to ta suma ich bardzo nie zaboli.

Dawniej wszyscy piłkarze u nas byli razem, bo takie mieliśmy w kraju warunki i dzięki temu piłka mocno stała. Teraz jest problem, bo gdy pojawia się jakikolwiek utalentowany piłkarz, to zaraz idzie za granicę. Tata go sprzedaje, mama, ciotka i nie wiadomo kto jeszcze - to jest wielka bolączka polskiej piłki.

No, ale w polskiej piłce teraz też są już spore pieniądze, mamy kilka bogatych klubów.

Nawet za duże.

To też psuje naszych piłkarzy?

Oczywiście! My nie mamy aż tak dobrego produktu, żeby płacić takie pieniądze. Patrzę na ekstraklasę, komentuję też mecze I ligi. I wie Pan co mnie niepokoi? To, że większość piłkarzy z I ligi, to są zawodnicy odrzuceni z ekstraklasy. Nie ma naboru nowych, świeżych, którzy by mogli coś zwojować. Kluby patrzą na cv piłkarzy, a to jest czasami zupełnie sprzeczne z ich aktualnymi umiejętnościami.

Na drugiej stronie o tym, kiedy kibice zgotowali Polakom owację na stojąco po przegranym meczu

rozmawiał Bartosz Wawryszuk | 9.06.2014

Udostępnij

Najnowsze galerie