Jest iranistą i wielkim miłośnikiem perskiej kultury. Iran odwiedzał wielokrotnie i traktuje go jak drugi dom. Jak przekonuje, ten kraj stale się zmienia i wygląda zupełnie inaczej niż przedstawia się go w zachodnich mediach. O irańskich kamikadze obyczajowych, kobietach zrzucających chusty, czterech żonach, samochodowych schadzkach zakochanych i huśtawce, jaką zafundowano irańskiemu społeczeństwu, opowiada Artur Orzech.

Przemysław Ciszak, MenStream.pl: Bomba atomowa, program nuklearny, zniewolone prawem szariatu kobiety czy muzułmański fanatyzm - to pierwsze skojarzenia, jakie ma przeciętny Europejczyk z Iranem. Pan nazywa ten kraj swoją drugą ojczyzną i prezentuje zupełnie inny jego obraz.

Artur Orzech: Sprzeciwiam się temu europocentryzmowi. To fałszywy obraz prezentowany często przez mieszkańców krajów szeroko rozumianego Zachodu, którzy najczęściej nie rozumieją, a nawet nie znają specyfiki Wschodu. A przecież Iran to również piękna i bardzo stara kultura z różnymi odcieniami - oczywiście są w niej również cienie. Państwo to ludzie, czyli zdecydowanie więcej niż elita władzy, a w sporej większości Irańczycy nie są tacy jak przyjęliśmy ich widzieć na Zachodzie.

Kidy pojawiła się ta miłość do Iranu i kultury perskiej? Iranistykę podobno wybrał Pan z puli: "studia albo wojsko".

To prawda. Początkowo marzyłem o japonistyce, niestety kiedy szukałem dla siebie kierunku studiów na Uniwersytecie Warszawskim jeszcze nie było naboru. Wybór okazał się więc dość bolesny życiowo, albo studia na innym kierunku, albo kamasze.

Było świeżo po rewolucji w Iranie, iranistyka wydała mi się interesująca. Po pierwszym roku rozkochałem się w tej kulturze i języku. Na drugim roku byłem już tłumaczem MSZ, a rok później tłumaczyłem wizytę wicepremiera Iranu w Polsce.

Kiedy Pan studiował, jeszcze w czasach PRL, o Iranie jeśli się mówiło, to tylko dobrze. Skąd dziś u nas taki strach przed nim?

Iran już blisko 40 lat temu wszedł na drogę eksperymentalnego modelu państwa opartego na islamie. Modelu zupełne nie przystającego do naszego poczucia demokracji, wolności, swobód obywatelskich. Zwykle boimy się tego, czego nie rozumiemy, co jest nam obce. Nie neguję tego, że Iran w niektórych przejawach funkcjonowania państwa ma niechlubny wizerunek.

Ostatnie wydarzenia choćby z Paryża, gdzie islamscy zamachowcy zamordowali 12 osób, nie sprzyjają w oczach zachodnich społeczeństw ociepleniu wizerunku państw muzułmańskich, takich jak Iran. Takie wydarzenia potęguję strach przed islamem?

Z całą pewnością. Zawsze należy bać się ekstremistów i terrorystów. Natomiast rzeczą zasadniczą, a bardzo często pomijaną po drodze jest fakt, że Irańczycy to nie Arabowie. Zbyt często są wrzucani do jednego worka. Zapomina się, że Irańczycy to lud indoeuropejski, podobnie jak  Polacy - mamy więc wspólne korzenie. Arabowie są semitami, a na granicy Iranu i Iraku przebiega linia kulturowo-cywilizacyjna.

Oczywiście Irańczycy są w większości muzułmanami, ale islam został im narzucony w związku z podbojem arabskim. Szybko jednak przekształcili tę religię na swój sposób, różny od arabskiego. Odłam szyicki został dostosowany do irańskiej specyfiki kulturowej. Sama wiara w proroka, podobnie jak chrześcijaństwo, w duchu, nie są religiami wojny, lecz pokoju. Mimo to, że istnieją fanatyczne odłamy, które ultraradykalnie interpretują słowa Koranu, podobnie jak - nie tak dawno - interpretowano słowa Biblii.   

Kilkukrotnie w książce Wiza do Iranu porównuje Pan sytuację w tym kraju do polskiej rzeczywistości sprzed 1989 roku, a nawet - słowami jednego z bohaterów - przekonuje, że Iran wciąż jest pod okupacją - okupacją Arabów. Tak właśnie postrzegają swój kraj zwykli Irańczycy?

Niektórzy tak. Takie stwierdzenia podczas swoich podróży usłyszałem od kilku Irańczyków. Nie mogę zakładać, że jest to głos całego społeczeństwa, ale powtórzone wielokrotnie, z ust różnych osób dają pewien obraz postrzegania sytuacji w kraju przez zwykłych obywateli.

Nigdy nie prowadziłem dogłębnych studiów korzeni rodzinnych elit władzy w Iranie, ale być może należałoby to zrobić, by rozsądzić czy rzeczywiście jest to prawda. Nie mniej pobrzmiewa w tych twierdzeniach, być może podświadoma, chęć powrotu do tego Iranu sprzed arabskiej dominacji. Poczucie, że ich kraj cywilizacyjnie stał wyżej przed podbojem arabskim niż najeźdźcy. Do dziś Irańczycy nie chcą się uginać przed innymi.

NA KOLEJNEJ STRONIE DOWIESZ SIĘ DLACZEGO Z IRANEM TRZEBA SIĘ LICZYĆ

Rozmawiał Przemysław Ciszak | 12.01.2015

Udostępnij

Najnowsze galerie