2014-11-03 06:05:00

Tym Polak zaimponował miliarderowi z Rosji

1/6
Syberyjska Odyseja -3500 km zimowej przeprawy od Magadanu po wyspe Ayon-Czukotka
fot: gienieczko.pl

Jego dewiza brzmi: żyć silnie i intensywnie i tak właśnie żyje. 36-letni Marcin Gienieczko wielokrotnie samotnie przemierzał mroźne pustkowia północnej Kanady i Syberii. Dotarł do prawdziwych źródeł Amazonii, pokonał Saharę i australijską pustynię. Wie, gdzie żyją najlepsi, ale też najbardziej niebezpieczni ludzie na świecie. Swoimi wyczynami zaimponował rosyjskiemu oligarsze, który odkupił od niego canoe i umieścił w swoim hotelu jak cenną relikwię.

Jest miejsce na świecie w którym Pan nie był?

Marcin Gienieczko, podróżnik, marynarz, dziennikarz, sportowiec: Nie byłem na Antarktydzie, a poza nią praktycznie na wszystkich kontynentach. Nie należę jednak do kolekcjonerów wiz czy biletów. Interesują mnie miejsca, w których dobrze się czuję, ale też widzę sens przemierzania czy jak ja to określam - potrzebę napierania.

Potrzebę napierania?

Musi być wielka przestrzeń i musi być dziko. Poza tym zawsze staram się realizować projekt, który jest połączeniem eksploracji i sportowego wyczynu. Ostatnio potwierdziłem, gdzie znajduje się rzeczywiste źródło Amazonki.

To znaczy na przykład wspinaczka, żeglowanie, a do tego odkrywanie czy bicie rekordów w pokonywaniu jakiejś trasy?

Wspinaczka i nurkowanie nie, ale wszystko inne tak. W moich wyprawach jest bardzo dużo pływania albo żeglowania. Wynika to z tego, gdzie się urodziłem i gdzie mieszkam. Gdynia to moje miasto, można powiedzieć, że z zawodu jestem marynarzem, a poza tym wszelkie kursy ratownictwa morskiego i tym podobne rzeczy jak na przykład rafting, powodują, że ciągnie mnie nad wodę. Nie oznacza to, że w moich wyprawach unikam innych żywiołów. Często zapuszczam się na pustynie albo do dżungli.

Kocha Pan dzikie miejsca, ale w relacji z jednej z wypraw pisze, że prawdziwie dzikich miejsc już jest bardzo mało, a wszystko zostało już odkryte.

Nie jest tak źle. Wciąż na naszej planecie są miejsca, których nie dotknęła ludzka stopa. To jest szczególnie północno-wschodnia Syberia i północna Kanada. Południe nie jest dzikie. Przemierzałem w sierpniu i we wrześniu jeden z dopływów Amazonki - Rio Napo. Widziałem też, jak wygląda sama Amazonka i wbrew powszechnemu mniemaniu nie jest to dzika rzeka.

Wyprawa na źródeł Amazonki - lato 2014 rok

W tym rejonie świata jest coś innego, co przyciąga podróżników, ale też wszystkie jednostki specjalne na świecie, które tam się sprawdzają, np Grom, Formoza, SAS czy Navy Seals. Tam najtrudniej przetrwać nie w samej dżungli, ale wśród ludzi. Między ludźmi panuje prawdziwie groźna dzikość. Tam są kartele narkotykowe, a spotkania z miejscowymi często kończą się tragicznie, wręcz krwawo. Poza tym w Amazonii niebezpiecznie jest tylko w ściśle określonych rejonach, na przestrzeni 200 czy 300 kilometrów.

Zupełnie dziko jest na północy Kanady, w rejonie Północno-zachodniego Przejścia można iść przez miesiąc czy dwa i nie spotkać żywej duszy. Podobnie jest w północno-wschodniej Syberii. Tam są rejony, w które nigdy nie dotarł żaden człowiek. W Afryce czy w Ameryce Południowej nie ma takich miejsc. Tam, gdzie jest dużo słońca, zazwyczaj jest więcej ludzi.

Rozumiem, że stara się Pan omijać miejsca, w których szczególnie łatwo spotkać się z dzikością ludzi, a wybiera Pan pustkowia?

Nie zawsze. Szykuję się do kolejnej wyprawy do Ameryki Południowej i zamierzam pokonać czerwoną strefę.

Co to za miejsce?

Czerwona strefa to region, gdzie królują kartele narkotykowe. Tam właśnie rośnie najwięcej koki, z której produkuje się najwięcej kokainy. To region Peru większy niż obszar Polski. Zamierzam przepłynąć swoim canoe przez środek czerwonej strefy.

Sam Pan się prosi o guza.

Nie do końca. Byłem właśnie na specjalnym szkoleniu w marynarce wojennej Peru, z którego wróciłem przed miesiącem. Nauczono mnie, jak mam się zachowywać i przemieszczać, by bezpiecznie podróżować.

Jak przetrwać wśród uzbrojonych po zęby handlarzy narkotyków?

Oni są tylko w kilku rejonach i specjalnie nie przemieszczają się po dżungli. Trzeba poruszać się szlakiem miejsc, do których nie dociera żaden samochód, statek czy awionetka. Wiadomo, że tam nie ma ludzi i jest w miarę bezpiecznie.

Po co Panu ta czerwona strefa? Po co tak się narażać?

Zbieram materiały do kolejnej książki i muszę dokonać czegoś wyjątkowego. Przepłynąłem dopływ Amazonki - Rio Napo. Zdobyłem też górę źródłową Amazonki - Nevado Mismi, która liczy 5997 metrów. Teraz szykuję się do trawersu Ameryki Południowej i między innymi przepłynięcia dopływów i samej Amazonki na odcinku 6200 km, które przecinają właśnie czerwoną strefę.



Marcin Gienieczko w canoe na Rio Napo. Fot: gienieczko.pl

Nie można jakoś ominąć czerwonej strefy?

Można, ale to już nie będzie w pełni trawers Ameryki Południowej, jaki sobie wymarzyłem.

Marcinowi Gienieczce nie zawsze udawało się uniknąć spotkań z dzikimi ludźmi. O tym na kolejnej stronie

rozmawiał Andrzej Zwoliński

rozmawiał Andrzej Zwoliński | 3.11.2014

Udostępnij

Najnowsze galerie