Rozmawiał Andrzej Grabarczu / PAP Lifestyle | 28.08.2014

Łukasz Nowicki robi wszystko, by pracować jak najmniej

Łukasz Nowicki robi wszystko, by pracować jak najmniej
[fot: PAP/Marek Gorczyński]

- Robię, co w mojej mocy, żeby pracować jak najmniej - mówi Łukasz Nowicki, jeden z prowadzących Pytanie na śniadanie. Jednak, kiedy w studiu telewizyjnym zapala się lampka i zaczyna się program, dostaje skrzydeł.

Jaka będzie Pana rola w jesiennej odsłonie Pytania na śniadanie?

Łukasz Nowicki: Prowadzę program od pięciu lat i dalej będę to robił. Partnerować będzie mi Iwona Radziszewska. Mniej więcej rok temu prowadziliśmy razem przez kilka miesięcy piątkowe wydania kulturalne.

Wspominał mi Pan kiedyś, że jest typem lenia. Jak to możliwe? Wydaje się, że praca w programie śniadaniowym wymaga od dziennikarza szczególnego zaangażowania.

Dzień przed programem zawsze jestem wściekły. Gdyby zadzwonił pan do mnie wcześniej, że program odwołano, byłbym szczęśliwy. Ale kiedy już zapala się lampka i program się zaczyna, wypełnia mnie radość. Bardzo nad tym ubolewam, bo chciałbym być szczęśliwy permanentnie, ale nie jestem.

Co lubi Pan najbardziej w Pytaniu na śniadanie?

Najbardziej kręci mnie to, że program nadawany jest na żywo. To upodabnia tę pracę do pracy w teatrze. Słowo, które pada, padnie raz i już nic nie można zrobić. Nie ma dubli. Gość może nas zaskoczyć, być gadułą albo niemową. Nieważne, musimy wybrnąć z każdej sytuacji. Nikogo nie obchodzi, że z czymś sobie nie radzimy. Mamy sprzedać rozmowę najlepiej, jak się da.

Jak wygląda Pana grafik przed dyżurem w programie?

Dzień wcześniej przygotowuję się, czytam dokumentację i scenariusz, spotykam się z wydawcą. Ustalamy, kto, w czym czuje się mocniejszy, którą rozmowę pociągnie jedna osoba, a którą druga. Gdy nadchodzi dzień programu, budzę się o 5.30, bo lubię wstawać wcześniej. Mógłbym zaczynać dzień pół godziny później, ale zależy mi, by zjeść dobre śniadanko, wziąć porządny prysznic, posiedzieć, zapalić papieroska.

Do telewizji przyjeżdżam na 7. Na szczęście moja charakteryzacja nie wymaga wiele czasu. Włosy zajmują minutę, make-up minutę i już jestem gotowy. Dziewczyny potrzebują godzinę. Program startuje o 8. Kończymy 10.40-11.00. Omawiamy odcinek i o 11.30 jest po zabawie. Średnio pracuję przy czterech wydaniach miesięcznie.

W jaki sposób ładował Pan baterie przed pełną pracy jesienią?

Ależ ja głównie zajmuję się ładowaniem baterii (śmiech). Robię, co w mojej mocy, żeby pracować jak najmniej. Spokojnie podróżuję. Ponoszę jednak tego konsekwencje. Odbija się to na mojej karierze czy portfelu.

No więc gdzie ładował Pan baterie?

W maju byłem na wyprawie rowerowej po Kaukazie. Później odwiedziłem Kurdystan (górzysta kraina na pograniczu Turcji, Syrii, Iraku, Iranu i Syrii, zamieszkana przez Kurdów), w którym też się zakochałem. Następnie odbyłem samotnie trzytygodniową pielgrzymkę do Santiago De Compostela. To nie koniec. Później byłem na pograniczu turecko-syryjskim z UNICEF-em. Wspomagałem program etycznych podróży i walkę z wykorzystywaniem pracy nieletnich dzieci. Podróżuję więc dużo. Teraz będę mniej, bo przyjąłem nową rolę w Teatrze Komedia i czeka mnie intensywna praca.

Kogo Pan zagra?

Zagram boksera mordercę. Towarzyszyć mi będą Rafał Rutkowski i Julia Kamińska. Premiera w sylwestra. Boję się, że do końca roku na wypoczynek zostaną mi tylko weekendy.

Łukasz Nowicki
Aktor filmowy, teatralny i filmowy, prezenter telewizyjny urodzony w 1973 r. Prowadzi Pytanie na śniadanie oraz teleturniej Postaw na milion w TVP2. Absolwent PWST w Krakowie. Syn Jana Nowickiego i lekkoatletki Barbary Janiszewskiej-Sobotty. Był mężem Haliny Młynkowej, z którą ma 10-letniego syna Piotra.

 

 

 

Rozmawiał Andrzej Grabarczu / PAP Lifestyle | 28.08.2014

Udostępnij

Najnowsze galerie