Rozmawiała Katarzyna Zając / PAP Lifestyle | 4.09.2014

Będzie gospodarzem programu ze śmiesznymi fimikami

Michał Migała poprowadzi program "Śmieci z sieci"
[fot: PAP/Stach Leszczyński ]

Michał Migała kojarzony był do tej pory z pracą w radiu. Teraz to się zmieni, ponieważ poprowadzi autorski program w TVN Turbo Śmieci z sieci. Jak powiedział: Życie pełnią życia polega na wyrywaniu się ze zdradliwej strefy komfortu.

Poprowadzi Pan nowy program w TVN Turbo Śmieci z sieci. Na czym on będzie polegał?

Michał Migała: Zanim odpowiem, chcę dodać, że udzielając wywiadu Polskiej Agencji Prasowej czuję się jak Tytus w księdze XIV, który przez elektrocymbałograf i perfumy wiedzy stał się z dnia na dzień cenionym profesorem. I ja się trochę tak czuję.

Wracając do programu, będzie on polegał na prezentowaniu różnych treści internetowych, często śmiesznych, dziwnych i ciekawych, oczywiście te z Rosji są najlepsze i najbardziej urywające głowę. Cała rzecz polega na tym, aby czasem wydobyć z nich drugie dno i zwrócić uwagę na treści na pozór ukryte.

Taka praca to na pewno dobra zabawa?

Owszem, bawię się przy oglądaniu filmików, ale jeszcze bardziej bawię się przy wyborze odpowiedniego komentarza. Bo filmiki są często bardzo oklepane np. przeróżne upadki, podpalenia, wypadki - głupota ludzka jest bezbrzeżna. A trafny komentarz sprawia, że nawet przy trzecim obejrzeniu nadal się śmiejemy. Lecz sama praca nie jest tak do końca zabawna. Często się spinamy, sam Benny Hill kiedyś powiedział, że komedia to najpoważniejsza rzecz na świecie.

Co z karierą radiową?

Powiem tak - życie pełnią życia polega na wyrywaniu się ze zdradliwej strefy komfortu i ciepełka. Ja tkwiłem w takiej strefie pracując w radiu, więc się z niej wyrwałem. Wcześniej pracowałem w Rock Radiu, które kiedyś było Radiem Roxy, teraz przeszedłem do Radia Czwórka. W poprzedniej instytucji miałem na tyle ciepłą i ugruntowaną pozycję, że niewiele musiałbym robić, aby się tam utrzymać.

A teraz, mimo że mam więcej roboty, stwierdzam, że praca jest radością samą w sobie. Być może będzie jeszcze inny projekt wiążący się z daleką podróżą, a także z podróżami kosmicznymi. Ale się zagadałem! Nic więcej nie mogę powiedzieć, będzie niespodzianka.

Może przynajmniej Pan zdradzi, dokąd odbędzie się ta tajemnicza podróż?

Kazachstan, Bajkonur, rakiety, miasteczko kosmiczne.

Czy to prawda, że miał Pan wiele zawodów?

To prawda. Sprzedawałem pokątnie alkohol z wózeczka na Polu Mokotowskim, byłem wodzirejem weselnym, kierowcą, pracowałem na budowie, w Stanach pracowałem w myjni, w Chicago robiłem elewacje do domów - ciąłem rynny.

Istny człowiek renesansu. Dlaczego więc wybrał Pan telewizję?

Bo wydawało mi się, że ci prezenterzy nic nie robią! I że to jest łatwa praca. A tu nagle wpadłem, bo to wcale nie jest proste. Jednak jest już za późno, bo kto mnie weźmie do innej pracy i to po wykształceniu socjologicznym. Wpadłem w pułapkę.

 

Rozmawiała Katarzyna Zając / PAP Lifestyle | 4.09.2014

Udostępnij

Najnowsze galerie