rozmawiał Andrzej Zwoliński | 15.12.2014

Nie uwierzysz, co usłyszał Biedroń od kibica

Panie Biedroń ma pan jaja - usłyszał od jednego z kibiców Gryfa Słupsk. Polityk ujawnia, dlaczego wygrał wybory
[fot: Gerard/Reporter]

- Uważam, że bardzo wielką szkodę robi się, gdy polityków traktuje się niemal jak moralne wyrocznie, jak bogów. Słyszę zarzuty, że prowokuję, ale ja staram się tylko przekłuć ten nadęty balon - mówi Robert Biedroń, do niedawna poseł klubu Twój Ruch, a teraz prezydent Słupska. Nie rezygnuje z walki o prawa gejów i lesbijek. - Nasza rzeczywistość jest formą matriksu, skonstruowaną dla wygody i dobrego samopoczucia osób heteroseksualnych. To się jednak szybko zmieni - przekonuje. Na pytanie o start w wyborach na prezydenta kraju odpowiada, że teraz najważniejszy jest Słupsk, ale nie mówi też nie.

MenStream.pl: Jak mam się teraz do Pana zwracać? Panie pośle, Panie prezydencie? A może powinienem mówić - obywatel Biedroń?

Robert Biedroń: Wolę Panie Robercie (śmiech).

Kilka lat temu, gdy oglądałem film Obywatel Milk, pomyślałem sobie, że podobna historia, czyli wybór zdeklarowanego geja na publiczne stanowisko, w Polsce jeszcze długo będzie niemożliwa. Jak to się stało, że mieszkańcy Słupska wybrali Pana?

Wygrała demokracja. Jej mechanizm zadziałał prawidłowo. Ludzie zdecydowali, że nadaję na to stanowisko najlepiej i tak zagłosowali.

Nie wierzę, że to poszło tak gładko. Komentarze wielu prawicowych polityków czy publicystów były bardzo wrogie wobec Pana. Wyborców wręcz ostrzegano przed Panem jako uosobieniem wszelkiego zepsucia albo innego gender. Nie spotkał się Pan z atakami w trakcie kampanii?

W pamięci utkwiły mi szczególnie dwa takie przypadki. Pierwszy, to kiedy przyszedłem na mecz Gryfa Słupsk. Zespół gra w czwartej lidze, a to, co się wykrzykuje na trybunach, najczęściej dalekie jest od parlamentarnej poprawności. Nasłuchałem się wtedy różnych tekstów, ale wykrzykiwała je nieliczna grupka kiboli.

Kilka dni później, już po pierwszej turze, na ulicy podszedł do mnie zakapturzony młody człowiek, jak się okazało jeden z tych najbardziej ostrych kibiców. Usłyszałem wtedy: było ośmiu kandydatów na prezydenta, ale to Pan jako jedyny zdecydował się przyjść do nas na mecz. Pana spodziewaliśmy się najmniej. Ma pan jaja panie Biedroń i dlatego zagłosowaliśmy na pana. To, co wykrzykiwali na trybunach, nie było najprzyjemniejsze, ale te słowa mi to wynagrodziły.


Robert Biedroń tuż po objęciu stanowiska prezydenta.
Fot: Urząd Miasta w Słupsku
.

A może niektórzy z nich w grupie boją się pokazywać przed ziomami z żylety, co tak naprawdę myślą?

Myślę, że to polega przede wszystkim na przełamaniu strachu. Ja się przełamałem i tam poszedłem. W tej sposób skruszyłem lody i niektórzy z nich pomyśleli, że może nie jestem taki najgorszy.

A drugi przypadek bolesnego zderzenia z elektoratem?

Jakaś starsza pani, gdy tylko zauważyła mnie na ulicy, zaczęła krzyczeć, że gej nie może być prezydentem. Gdy nie reagowałem, zmieniła hasło na: Żyd nigdy nie może być prezydentem! Wtedy nie wytrzymałem i zawołałem - ale dlaczego?! Bo tylko Polak może być - odpowiedziała. Na tym nasza rozmowa się skończyła. To były jednak tylko dwa przypadki w oceanie miłych słów i wyrazów rzeczywistej sympatii.

Sam słyszałem odpowiedź starszej pani, że przecież wybierają człowieka na prezydenta, a nie do łóżka.

No właśnie. Generalnie moja orientacja nie miała większego znaczenia. Tylko dziennikarzy to podnieca. Jedyne momenty, gdy musiałem odpowiadać na pytania o moje preferencje, to wtedy, gdy rozmawiałem z mediami. To wy macie z tym jakiś problem, a nie wyborcy. Ludzie nie są ciekawi, z kim sypiam.

Co przeważyło o zwycięstwie Roberta Biedronia w wyborach prezydenckich? O tym na kolejnej stronie

rozmawiał Andrzej Zwoliński | 15.12.2014

Udostępnij

Najnowsze galerie