2014-08-25 05:58:00

Bóg i koniczynka pomogli zdobyć medal

1/3
Tak Krystian Zalewski cieszył się chwilę po biegu, kiedy jeszcze nie wiedział, że zdobędzie srebro
fot: Polski Związek Lekkiej Atletyki/Marek Biczyk

Zdobył jeden z dwunastu polskich medali podczas zakończonych niedawno w Zurychu mistrzostw Europy w lekkoatletyce. Wywalczył srebro w biegu z przeszkodami na 3000 m, chociaż po przekroczeniu mety miał brąz. Krystian Zalewski drugie miejsce na podium zajął za sprawą dyskwalifikacji Francuza Mahiedine'€™a Mekhissi-Benabbady, który został ukarany za niesportowe zachowanie - ostatnie metry przebiegł bez koszulki, nieprzepisowo świętując zwycięstwo. W rozmowie z MenStream.pl sportowiec opowiada o tym, czy współczuł ukaranemu rywalowi, zdradza, z kim rozmawia przed każdym startem i wyjaśnia, dlaczego nie zawsze jest zadowolony ze wsparcia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

MenStream.pl: Co czuje człowiek, który w ciągu półtorej godziny może cieszyć się z dwóch medali? Jakie emocje towarzyszyły Panu, kiedy okazało się, że po dyskwalifikacji rywala, Francuza Mahiedine'€™a Mekhissi-Benabbady, nie ma Pan brązu, tylko srebro?

Krystian Zalewski: Na pewno jest to wspaniałe uczucie, aczkolwiek tak naprawdę bardzo cieszyłem się już z wywalczenia brązowego medalu, który i tak był dla mnie wielkim osiągnięciem. A później przyszło nieszczęście czy też nieodpowiedzialność Francuza, który wykonał taki, a nie inny, gest radości, dzięki czemu mogłem cieszyć się jeszcze bardziej ze srebra.

Jak Pan na gorąco oceniał decyzję sędziów? Czy w takich chwilach jest miejsce na jakiekolwiek wątpliwości albo współczucie dla rywala?

Z Mekhissim znamy się nie od wczoraj. Spotykamy się na zgrupowaniach lub na zawodach. Na co dzień jest on bardzo miłym i życzliwym człowiekiem. Dlatego z jednej strony mu współczułem, bo wyobrażam sobie, co może czuć zawodnik wygrywający mistrzostwa Europy i za chwilę tracący tak wielki sukces, tak wielkie osiągnięcie. Niestety, regulamin jest regulaminem i trzeba go przestrzegać w każdej kwestii.

Rozmawiał Pan z Mekhissim? Zapytał Pan, dlaczego zrobił to, co zrobił?

Nie miałem okazji, ponieważ był już skupiony na następnym starcie, na 1500 metrów, w którym również odniósł zwycięstwo. Rozmawiałem za to z jego kolegą z reprezentacji. Z tego, co mi przekazał, Mekhissi był załamany po decyzji sędziów. Pozbierał się tak naprawdę tylko i wyłącznie dlatego, by udowodnić, że zasługuje na tytuł mistrza Europy.

Wróćmy do Pana. Jak wyglądały Pańskie przygotowania do mistrzostw? Jak wyglądał plan dnia przed zawodami i podczas nich?

Prawie cały lipiec spędziłem na zgrupowaniu we Francji, w Font Romeu. Tam oczywiście rano śniadanie, krótka przerwa, pierwszy trening, który kończył się w godzinach obiadowych, krótki odpoczynek, a potem, po południu, około godziny 16-17, drugi trening, który trwał około dwóch, dwóch i pół godziny. Później kolacja, odpoczynek, czasem odnowa biologiczna, masaż.

Gama ćwiczeń była bardzo szeroka, ponieważ realizowaliśmy trening wytrzymałościowy na długich odcinkach, szybkościowy na krótszych - 150, 200, 400 m - do tego trening siłowy, biegowy, podbiegi. Nie unikaliśmy również siłowni.

Podczas samej imprezy generalni schodzi się już z kilometrów, biega się mniej, aby organizm trochę odpoczął, żeby nastąpiła kompensacja treningu. To już tylko rozbiegania, parę pobudzających przebieżek - i skupienie na startach.

Czy w trakcie przygotowań stosował Pan jakąś szczególną dietę?

Jadłem to samo, co na co dzień.

Żadnej bułki z bananem, jak Małysz?

(śmiech) Bułki i banana nie łączę ze sobą, aczkolwiek banany również jadam. Generalnie żywię się ryżem, makaronem, kaszą. Do tego mięso z kurczaka - gotowane, duszone albo smażone. I oczywiście warzywa, gotowane albo, w tym okresie, prosto z ogródka.

Pańskiego?

(śmiech) Rodziców. Tak naprawdę w mojej diecie nie ma jakichś wymyślnych rzeczy. Jem to, co zwykli ludzie.

Dyscyplinę trzyma Pan chyba cały czas. Rozmawiamy krótko po mistrzostwach Europy, a Pan właśnie skończył kolejny trening. Czasu na odpoczynek, wakacji jeszcze nie było?

Nie. Sezon tak naprawdę wciąż trwa. Przede mną jeszcze start w Diamentowej Lidze, 5 września w Brukseli. 11 września wylatuję na pięć dni do Marrakeszu, gdzie powalczę w pucharze międzykontynentalnym. Będę tam reprezentował Europę.

Na kolejnej stronie o tym, w jaki sposób Krystian Zalewski radzi sobie ze stresem i z kim rozmawia przed startami

Michał Raińczuk

Michał Raińczuk | 25.08.2014

Udostępnij

Najnowsze galerie