2014-12-08 06:00:00

O czym marzy Sebastian Mila? Zdradził nam

1/8
Kamil Grosicki, Sebastian Mila i Arkadiusz Milik cieszą sie po golu strzelonym Niemcom.
fot: Piotr Bławicki / East News

W ostatnim meczu ligowym Śląska Wrocław, strzelił bramkę na wagę zwycięstwa dla swojej drużyny. Za to kochają go kibice we Wrocławiu, a w całej Polsce za gola, którego wbił Niemcom w eliminacjach Mistrzostw Europy 2016. Sebastian Mila wrócił do piłkarskiej reprezentacji Polski po długiej przerwie, ale w świetnym stylu. W rozmowie z Menstream.pl mówi szczerze o tym, ile kosztuje go utrzymanie wysokiej formy, co zawdzięcza kolegom z klubu i czego nauczyli go młodsi futboliści. Zdradza też, dlaczego nie chciałby, żeby jego dziecko zostało piłkarzem i co będzie robił, kiedy zakończy karierę na boisku.

Menstream.pl: Ma Pan 32 lata - to jak na dzisiejsze standardy w piłce nożnej wiek słuszny, a wydaje się, że zaczął Pan właśnie drugą piłkarską młodość.

Sebastian Mila: Rzeczywiście coś w tym jest, że obecnie pod tym względem rzeczywistość wygląda dość brutalnie. Kiedy mówi się o moim wieku, to jest to dość przerażające. Z drugiej strony, dzięki temu, przez te wszystkie lata nazbierałem różnych doświadczeń i w tym momencie w którym jestem, dzisiaj mogę cieszyć się z tego, co robię i co osiągam.

Doświadczenie procentuje?

Dokładnie, to jest bardzo powiązane i bez tego doświadczenia nie byłbym dzisiaj takim spełnionym człowiekiem.

A jak się Pan dogaduje z młodszymi kolegami w reprezentacji? No bo są przecież w kadrze piłkarze młodsi od Pana o 10 lat. Jest między Wami przepaść pokoleniowa. Czy znajdujecie wspólny język?

Nie ma z tym problemu. Zresztą duża różnica wiekowa jest także w mojej drużynie klubowej - Śląsku Wrocław, ale to jest normalna rzecz. Kiedyś, gdy ja wchodziłem do drużyny, też byli koledzy dużo starsi ode mnie. Teraz jestem przy tej samej przepaści tyle, że na jej drugim skraju.

Powiem Panu, że czasami sam się zastanawiam, gdzie jest ta cienka linia, której nie wolno przekroczyć ani z jednej, ani z drugiej strony - jeśli chodzi o relacje z młodszymi zawodnikami. To delikatna sprawa i wiem, jak bardzo jest to trudne. Pamiętam, w jaki sposób postępowali starsi piłkarze, gdy jak wchodziłem do drużyny. Generalnie jest to fajne i śmieszne zarazem. Jestem przygotowany na taki scenariusz, że tak jak kiedyś wskakiwałem za kogoś starszego na boisko, tak teraz ktoś za mnie wskakuje - nie sprawia mi to większego problemu. To naturalna rzecz. Nie chcę cofać czasu, bo jestem zadowolony z tego, co mam.

Powiedział Pan, że to jest w pewien sposób śmieszne. Co Pana śmieszy?

(Śmiech) Pierwszy przykład z brzegu - kiedy rozmawiamy na stopie prywatnej i słyszę o zainteresowaniach kolegów, to czuć taką świeżość, tę młodość, spontaniczność.

Naiwność troszkę też?

Trochę tak, ale bardzo pozytywną naiwność, którą pewnie każdy w moim wieku chciałby jeszcze mieć.

A bagaż życiowych doświadczeń pewnie robi swoje...

Właśnie, to doświadczenie wyplewia tę naiwność. Fajne jest to, że słuchając ich, człowiek nabiera trochę dystansu, luzu. A spontaniczność jest potrzebna i warto ją mieć. Młodzież nam pompuje tę spontaniczność.

Dzięki temu Pan też korzysta?

Tak, uczymy się jeden od drugiego. Ja od młodych dystansu do siebie, spontaniczności, na nowo głodu piłki, a oni ode mnie doświadczenia. Patrząc w ich oczy można się zarazić entuzjazmem. Dlatego zawsze musi być ten balans zachowany w każdej drużynie.

A młodsi koledzy chętnie słuchają, gdy im Pan doradza albo coś sugeruje?

Nie chcę mówić wprost o relacjach między mną a młodymi piłkarzami, bo zawsze uważałem, że to jest nasza wewnętrzna sprawa. To zostaje w szatni, ale powiem tylko tyle, że jestem wymagający, o czym oni wiedzą. Wiedzą też, że robię to po to, by odnieśli sukces. Czasami przestrzegam przed jakąś pułapką, w którą sam wpadłem albo trudną sytuacją, na jaką muszą być gotowi. Jednocześnie chcę, by wiedzieli, że mogą na mnie zawsze liczyć mimo tego, że czasami jestem pewnie nie do zniesienia.

Naprawdę jest Pan nie do zniesienia?

Tak.

Sprawia Pan wrażenie człowieka sympatycznego. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że jest Pan dla młodszych kolegów jak surowy profesor, który ich musztruje.

(Śmiech) No może aż taki zły nie jestem.

To może jest Pan bardziej typem zrzędy?

(Śmiech) Myślę, że to bliższe prawdy. Mam dużo takich cech, które sprawiają, że ktoś może się nie czuć komfortowo, ale jeśli je okazuję, to tylko dlatego, żeby pomóc, a nie zaspokoić swoje ego. Nigdy zresztą czegoś takiego nie miałem, ponieważ wychowywali mnie piłkarze, którzy kierowali się przede wszystkim dobrem zespołu. Generalnie wymagam dużo, bo wiem, że to się młodym przyda.

Dalej o tym, czym Sebastian Mila przekonał do siebie trenera Nawałkę

rozmawiał Bartosz Wawryszuk

rozmawiał Bartosz Wawryszuk | 8.12.2014

Udostępnij

Najnowsze galerie