rozmawiał Jan Bluz | 10.07.2014

Szamil Basajew nie był terrorystą?

Szamil Basajew terrorystą? Polski pisarz i towarzysz broni Czeczena mówi, jak było naprawdę
[fot: EAST NEWS/Robert King]

Przez Organizację Narodów Zjednoczonych, Departament Stanu USA, Komisję Europejską i Rosję uznawany był za jednego z najgroźniejszych terrorystów na świecie. Przyznał się do wielu ataków terrorystycznych, w tym w Biesłanie i w Budionnowsku. W Czeczenii uznawany jest za bohatera narodowego, który oddał swoje życie sprawie walki o niepodległość. O tym, kim był naprawdę czeczeński generał, w rocznicę jego śmierci MenStream.pl rozmawia z autorem biografii Basajewa Mirosławem Kulebą, który ramię w ramię walczył z nim w wojnie przeciwko Rosji.

MenStream.pl: Szamil Basajew na całym świecie uchodził za niebezpiecznego terrorystę. Z drugiej strony dla Czeczenów był bohaterem narodowym i bojownikiem o wolność. Kim był dla Pana?

Mirosław Kuleba: Oczywiście druga charakterystyka Szamila Basajewa jest dla mnie jedyną do przyjęcia.

A więc nie był terrorystą, a jego wizerunek był zniekształcony przez rosyjską propagandę?

Był rycerzem. Postrzegamy go przez pryzmat tego, co starała się wykreować rosyjska propaganda. Szamil Basajew starał się walczyć o wolność swojej ojczyzny i swojego narodu. Jako przeciwnika miał państwo, które nie stosuje żadnych zasad przyjętych w czasie wojny w cywilizowanym świecie. Rosja mordowała cywilów. Z tych powodów musiał zastosować środki, jakie były dostępne. Nie miał armii. Nie miał czołgów, ani samolotów. Miał za to ludzi, którzy są wstanie poświęcić swoje życie. Walczył posługując się nimi, czy wykorzystując ich.

Usprawiedliwia Pan więc takie środki walki?

Działania Rosji stawały się coraz bardziej brutalne. Odpowiedź musiała być równie brutalna. Gdyby nie to, nie byłoby eskalacji ze strony Czeczenów. Jeżeli na przykład przeciwnik używa gazów bojowych, to też masz obowiązek ich użyć. W innym przypadku skazujesz się na bycie słabszym.

Ważna jest też kwestia samej definicji terroryzmu, która mówi, że to atakowanie celów cywilnych i osób, które nie noszą broni. Trudno w całym życiu Szamila wskazać chociażby jeden przykład takiego działania.

Przecież przyznał się do wielu ataków terrorystycznych. W tym ataku w szkole w Biesłanie, w którym zginęło kilkaset osób. W większości dzieci!

Owszem ginęli cywile w takich atakach jak w Biesłanie. Ale nie ma dowodów, że on to organizował. Nie przypuszczam, żeby tak było. Na Kaukazie dziecko to świętość. Nawet dziecko wroga.

Szamil Basajew przyznawał się do wszystkiego, co działo się na obszarze jego aktywności, kierując się zasadą, że on ponosi za to odpowiedzialność. Jeśli ktoś szedł do metra i wysadzał się w powietrze zabijając przy tym Rosjan, to Szamil przyjmował odpowiedzialność i wskazywał siebie jako sprawcę, chociaż wcale musiał nim być. Nie odcinał się od tych ludzi, nie ważne jakimi metodami walki się posługiwali.

Tak samo nie miał nic wspólnego z akcją terrorystyczną w teatrze w Dubrowce?

To miał być atak na siedzibę rosyjskiego parlamentu. Wydarzyło się jednak coś dziwnego. Jak stwierdził Basajew ukradziono mu oddział. To była prowokacja rosyjskich służb specjalnych, które usytuowały swoich agentów w szeregach separatystów czeczeńskich. Jak to się skończyło wszyscy widzieliśmy.

Jednak również w Pana książce o Szamilu Basajewie zacytowane są jego słowa: Jesteśmy terrorystami dla nich, oni są terrorystami dla nas. Czyżby próbował usprawiedliwiać swoją postawę?

Oceniając jego działalność oparłem się na zbiorze zasad polskiej armii ustalonych przez Ojca Franciszka Bocheńskiego. W mojej książce jest to zacytowane. Starałem się dać opis tego, co się działo w Czeczeni. Szamil był człowiekiem, który nie zawahałby się poświęcić ludzkiego życia, gdyby miało się to przysłużyć sprawie. Mając na uwadze cel, czyli dobro swojego narodu i wyzwolenie spod rosyjskiej okupacji, byłby wstanie brać na siebie odpowiedzialność za takie ofiary.

Niewiele ma to wspólnego ze wspomnianą rycerskością i powinnościami żołnierskimi.

Takie działania nie zakładają świadomego atakowania obiektów cywilnych i dokonywania aktów uznawanych przez nas jako terrorystyczne. Z drugiej strony partyzantka, którą dowodził, jest siłą rzeczy skazana na wykonywanie działań niekonwencjonalnych. W zakresie ich działań może znajdować się także takie coś, jak się wydarzyło w Biesłanie. Poza tym Czeczeńcy i mudżahedini różnych narodowości, którzy porwali te dzieci, nie chcieli ich mordować.

Zobacz fragment dokumentu o Szamilu Basajewie:

Słyszałem o takiej wersji wydarzeń.

To nie jest jedna z wersji, tylko po prostu Rosjanie pierwsi otworzyli ogień! Zamachowcy wierzyli, że będzie podobnie, jak podczas ataku w Budionnowsku. Tam Rosjanie zabili kilkadziesiąt kobiet, bezsensownie atakując okupowany przez Czeczenów szpital. Gdy stwierdzili, że nie przyniosło to skutku - odpuścili. To był punkt zwrotny, który odebrał inicjatywę Federacji Rosyjskiej w czasie pierwszej wojny czeczeńskiej.

A więc bierze Pan rzeczywiście pod uwagę taką możliwość?

Jeżeli on rzeczywiście to zaplanował, to niestety się przeliczył. Miał przeciwnika szaleńca - Putina. Każdy, kto zagłębiał się w temat ataku w Biesłanie wie, że Rosjanie podczas odbijania budynku, używali rakietowego miotacza ognia. Ta broń jest stosowana do ataków na wozy opancerzone. Nie strzela się z takiej broni do szkoły pełnej dzieci!

Dziwię się, że dowódca nie wziął tego pod uwagę.

Nie umiał sobie pewnie tego wyobrazić.Też się dziwię, że tego nie zrobił wiedząc, do czego zdolni są Rosjanie. To był jego ewidentny błąd.

Przez organizację ataków terrorystycznych i przyznawanie się do nich separatyści stracili poparcie społeczności międzynarodowej.

Myślę, ze w pewnym momencie przestało Szamilowi na tym zależeć.

Na drugiej stronie przeczytasz o śmierci Basajewa, temperamencie Czeczeńców i dlaczego Mirosław Kuleba zdecydował się przejść na stronę rebeliantów.

rozmawiał Jan Bluz | 10.07.2014

Udostępnij

Najnowsze galerie