Rozmawiał Bartosz Chochołowski | 2.06.2014

"Traktujmy Jaruzelskiego po rycersku"

Z socjalistycznym antykomunistą związanym z PO rozmawiamy o tym, jak kobiety rozmontowały system
[fot: Wlodzimierz Wasyluk/REPORTER]

- Po 89 roku stworzyliśmy patriarchalną demokrację - dlatego zdaniem Józefa Piniora, legendy Solidarności, wymazaliśmy z najnowszej historii kobiety i dopiero teraz odzyskują należne im prawa i miejsce w pamięci. Wyjaśnia też, z jakich powodów dawnemu wrogowi - generałowi Jaruzelskiemu - należał się pogrzeb z szacunkiem. Tłumaczy, dlaczego oburzyła go ostatnia kampania wyborcza do Europarlamentu Stanisława Huskowskiego, jego kolegi z dawnych, opozycyjnych czasów. Choć razem są bohaterami filmu 80 milionów, to twierdzi, że on jest w nim prawdziwy, a Huskowski nie.

MenStream.pl: Mija właśnie 25 lat od pierwszych, częściowo wolnych wyborów, po których nastąpił demontaż komunizmu. Mimo upływu tylu lat, wciąż trwa licytacja, kto był bardziej zasłużony w walce z systemem. Ostatnio w mediach krytykował pan zawłaszczanie historii. Oburzał się pan, że akcję ukrycia 80 milionów Solidarności oraz film, który opowiada tę historię, wykorzystał Stanisław Huskowski w swojej kampanii w wyborach do Europarlamentu.

Józef Pinior, działacz Solidarności w latach 80., inicjator akcji wypłacenia i ukrycia przed władzą 80 milionów złotych należących do związku, obecnie senator z listy Platformy Obywatelskiej: Moja krytyka dotyczyła prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, który wykazuje tendencję zawłaszczania najnowszej historii miasta. To się zakończyło dla niego źle przegranym procesem z majorem Frydrychem, twórcą Pomarańczowej Alternatywy, właśnie ze względu na zawłaszczenie tradycji tego ruchu. Podobnie się stało w wideoklipie, który Dutkiewicz zrobił na potrzeby kampanii Huskowskiego, przedstawiając go jako głównego bohatera historii przejęcia 80 milionów złotych z kont Solidarności. Musiałem zareagować, musiałem przede wszystkim stanąć w obronie Piotra Bednarza, który razem ze mną podpisał czek w banku na 80 milionów. Z nas wszystkich zapłacił za to najwyższą cenę. Już nie żyje. Sposób jego traktowania w więzieniu w Barczewie, jak sądzę, przyczynił się do przedwczesnej śmierci. Musiałem stanąć w obronie prawdy historycznej. Dutkiewicz nie uczestniczył w akcji, nie podejmował decyzji w tamtym czasie. Jeśli będzie dalej próbował zawłaszczać tę historię, to będzie jak z Majorem, spotkamy się w sądzie.

Skończyło się to, jak skończyło, ten wynik Huskowskiego jest taki, jaki jest [nie dostał wystarczającej liczby głosów, aby zdobyć mandat europosła - red.]. Nie porwał wrocławian ani Dolnoślązaków. Szkoda, bo Platforma mogła mieć trzeci mandat z Dolnego Śląska i Opolszczyzny. Tak się nie stało między innymi ze względu na słabość tej kandydatury, na kontrowersyjność kampanii Huskowskiego.

Plusem produkcji, takich jak film 80 milionów, jest to, że nie pozwalają odejść w niepamięć historycznym wydarzeniom. Niektórzy może po raz pierwszy dzięki filmowi usłyszeli o waszej akcji. Dużym minusem jest natomiast to, że razem z filmem otrzymujemy przepychankę, kto był bardziej bohaterskim bohaterem: Pinior, czy Huskowski? A może Bednorz? A dlaczego nie pracownik banku Jerzy Kwapiński, który w mediach wylewa żale, że został w filmie pominięty. Nawet tu mamy narodowe piekiełko.

W sprawie 80 milionów wszystko jest jasne i nie ma możliwości rozpętania piekiełka. Sprawa jest oczywista: ktoś podpisał czek - byłem to ja i Bednarz, ktoś za to siedział - ja siedziałem, ktoś miał postawiony zarzut kryminalny zagarnięcia mienia znacznej wartości - również ja byłem tą osobą. Tu nie ma o co się spierać.

Robię wszystko, aby ta akcja była elementem tożsamości Wrocławia, aby nas łączyła, a nie dzieliła, żeby pokazywała energię i wolność tego pokolenia, pokolenia Solidarności i wyjątkowość Wrocławia na mapie politycznej Polski. To nie ja szukam problemów w tej sprawie.

Poza tym film jest kreacją artystyczną Waldemara Krzystka i to już jest problem Stanisława Huskowskiego, że uwierzył w siebie pokazanego w tym filmie. Nic nie poradzę na groteskowość całej sytuacji, ale piekiełka nie będzie.

Inny bohater tamtych lat - Władysław Frasyniuk - mówi, że jesteście w filmie przedstawieni tak, jakbyście byli bezjajeczni. Nie przeklinacie, nie pijecie wódki, nie podrywacie kobiet. Ponoć w tamtych czasach wszystko to robiliście, a w filmie jesteście posągowi.

No tak, ale to jest takie czepianie się.

Pan dopiero w ostatniej chwili zgodził się, aby w filmie pomysłodawca akcji uratowania 80 milionów nie miał fikcyjnego nazwiska, tylko nazywał się Józef Pinior.

Dałem się przekonać, że ten film to jednak coś dobrego i nie żałuję. Krzystek zrobił świetny film, ale podkreślam, to kreacja artystyczna, a nie reportaż, czy film dokumentalny.

Zobacz zwiastun filmu 80 milionów

Moglibyście być w filmie bardziej wiarygodni, gdybyście byli bardziej ludzcy. Nie chodzi mi o epatowanie wulgaryzmami, ale to normalne, że czasem ktoś zaklnie. Spotkania towarzyskie w latach 80. kojarzą mi się z piciem ciepłej wódki. Tu również rzecz nie polega na tym, aby robić film o pijaństwie, ale gdyby pan - nawet w drugim planie - wychylił setkę z Bednarzem, czy z Huskowskim, któryś z was by zaklął, uwierzyłbym wtedy, że ci ludzie z ekranu istnieli naprawdę.

To niech pan napisze ten scenariusz. Rozumiem te zarzuty, ale reżyser tak ten film zrobił. Jego wizja jest tak silna, że jak będziemy myśleć o stanie wojennym, to w głowach będziemy mieć obraz manifestacji na moście Grunwaldzkim zrobiony przez Krzystka.

To jest jak z obrazem Delacroix, który stał się symbolem Rewolucji Francuskiej i dziś nikt nie ma do niego pretensji, że uwiecznił na nim kobietę lekkich obyczajów, która nic nie miała wspólnego ze zrywem. Ale oczywiście można się na niego oburzać, że taka postać symbolizuje wielkie idee liberalno-demokratyczne XVIII wieku. Na tym polega siła artystów, że my patrzymy na historię przez ich wizje. Gdy dziś myślimy o Dantonie, czy o Robespierze, mamy w głowie szkice Jacquesa Davida, jak jadą na gilotynę. Tak już jest, że artyści narzucają nam swoje wizje historii.

Wracając do naszej przeszłości: o tym, że piliśmy wódkę i tak dalej, i tak dalej, można zrobić kolejny film.

Chciałby być pan w filmie przedstawiony lepiej? Ingerował pan w scenariusz?

Nie. Dla mnie było oczywiste, że ten film jest dziełem autorskim i nie mogę ingerować w wizję reżysera - to byłoby w stylu dawnego sekretarza KC PZPR. Z drugiej strony, to było moje życie, więc jeśli chodzi o filmowego mnie i filmową Marię, wtedy moją partnerkę, dziś żonę, to pilnowaliśmy, aby nic nie dodawano. Dlatego to, co związane z nami jest prawdziwe - tak to wyglądało, jak jest przedstawione na tym filmie. Opowiem jedną anegdotkę. W jednej z wersji scenariusza była scena, kiedy po akcji przychodzę wieczorem do mieszkania Marii. Przestaję mieszkać u siebie, gdzie jestem zameldowany i zaczynam mieszkać u swojej dziewczyny. Tak było. Jednak pierwsza wersja była taka, że ja przychodzę do niej z kwiatami w doniczce. Mówię do twórców: Czy wyście zwariowali? W życiu nigdy żadnej kobiecie nie wręczałem kwiatów w doniczce! Co wy robicie? A oni, relatywnie młodzi ludzie, na to: A gdzie ty w nocy kupiłeś świeżo ścięte kwiaty, we Wrocławiu, w PRL-u?. Ja im na to: Na Dworcu Głównym. Nie wiedzieli o tym, że była tam kwiaciarnia czynna całą dobę.

Pilnowałem prawdy o tamtym czasie nawet na poziomie drobnych kwestii. Pilnowałem, aby moja rola i Marii była zgodna z naszymi biografiami politycznymi. W odróżnieniu od Huskowskiego, któremu było wszystko obojętne. Filmowy Staszek to zlepek Huskowskiego i Andrzeja Myca, działacza Solidarności z Legnicy, przyjaciela Krzystka. W rzeczywistości to Andrzejowi Mycowi urodziła się córka z 12 na 13 grudnia a nie Huskowskiemu. Ale on się zgodził na to, że ta postać jest kreacją, zlepkiem życiorysów różnych ludzi.

Piosenka My nadal (chcemy być sobą) z filmu 80 milionów.
Nowa wersja kompozycji Zbigniewa Hołdysa

Kolejny film o bohaterach Solidarności: Wałęsa. Człowiek z nadziei. Jak Pan go ocenia?

Po premierze Wałesy wiele osób podchodziło do mnie i mówiło, że Krzystek zrobił lepszy film.

Człowiek z nadziei jest rozliczeniem Wajdy, zamknięciem trylogii i przekazuje jakąś prawdę o Wałęsie, o tamtym czasie. Ten film powstawał w sytuacji, w której Wałęsa jest symbolem walki politycznej, jest na sztandarach prawicy, która widzi proces transformacji negatywnie, dostrzega w nim przede wszystkim manipulację. Wałęsa jest postacią tak bezlitośnie i bezrozumnie atakowaną, że muszę stawać w jego obronie.

A film ma bardzo prawdziwe, piękne sceny, choćby ta uratowania strajku w stoczni przez kobiety - najlepsza scena w filmie.

Na następnej stronie przeczytasz o kobietach "Solidarności" oraz o kiepskiej kondycji lewicy

Rozmawiał Bartosz Chochołowski | 2.06.2014

Udostępnij

Najnowsze galerie